Argentyna: Boskie Buenos

IMG_20180316_140200

Nie było łatwo, ale w końcu dotarliśmy. Brat Tuti wysadził nas przy stacji metra, dostaliśmy instrukcje jak jechać dalej, karta Sube poszła w ruch i… Zaczęliśmy z wysokiego C, nie ma co. Postanowiliśmy sprawdzić w aplikacji Moovit czy jest jakiś szybszy i łatwiejszy sposób dojazdu do naszego kolejnego hosta niż 2 przesiadki i półtorej godziny drogi.

Wpisaliśmy adres i okazało się, że całkiem niedaleko jest przystanek, z którego autobus zabierze nas prawie pod jego dom. I to pół godziny szybciej niż planowaliśmy! W czasie drogi podziwialiśmy zmieniający się na gorsze krajobraz, aż w końcu wysiedliśmy. Żegnały nas spojrzenia dziwnych typków, ale nasze modły, żeby nie wysiadali w tym samym miejscu, zostały wysłuchane.

– Kasia, ta dzielnica jest jakaś dziwna… Ale to ta ulica.

Okolica wyglądała jak gorsze rejony Łodzi. Takie, w które lepiej się nie zapuszczać nie tylko w nocy, ale w ogóle. Rozwalające się chałupy, ludzie ubrani w przypadkowe części garderoby – no, nie tak sobie wyobrażaliśmy Buenos Aires. Ale co tam, może to tylko pozory, a na końcu ulicy czeka na nas kolejny luksusowy budynek, w którym spędzimy najbliższe 3 dni. Jak się zapewne domyślacie nic takiego na nas nie czekało. Żeby było śmieszniej – nigdzie nie było budynku z numerem, pod który mieliśmy się udać. Powiedzmy, że miało to być 130, a ostatni był 90. I koniec, dalej tylko… hm… coś, co równie dobrze mogło być poprawczakiem jak i seminarium, ciężko ocenić. Zatrzymał się przy nas również zatroskany kierowca i zapytał czy zabłądziliśmy, czy nam pomóc… Nie, Panie, wszystko gra, dzięki. Kierowany nie najlepszym przeczuciem postanowiłem napisać do naszego hosta z prośbą o wysłanie współrzędnych na mapie, bo chyba coś tu nie gra. Oprócz mapki dostałem wiadomość o następującej treści:

– Tell me you are not in Isidro Casanova

Oczywiście właśnie tu byliśmy. No a gdzie mamy być? 🙂

– GET OUT OF THERE RIGHT NOW!!!

Taaa… Chyba nie tu zaparkowałem swój samochód. Okazało się, że wylądowaliśmy w jednej z najgorszych dzielnic w całym Buenos, chodzą tu świry z młotkami, a turyści wychodzący bez uszczerbku na zdrowiu i/lub ekwipunku to nie jest oczywistość i codzienność. Świetnie. Licząc, że to jednak seminarium, a nie poprawczak stanęliśmy przy bramie i zamówiliśmy Ubera. To było nasze kolejne szczęście w nieszczęściu, bo podobno kierowcy nie zapuszczają się raczej w te rejony… Teraz to już z górki – godzinka drogi przez zakorkowane miasto, 50zł mniej i jesteśmy na miejscu. Zdrowi i w jednym kawałku. No, w sumie to w dwóch. 😉

IMG_20180319_153604
IMG_20180315_160749

Marcelo, wspomniany host, okazał się ciekawą personą. Niedoszły nauczyciel angielskiego (niestety w trakcie naszego pobytu odebrał negatywne wyniki testu) mieszkający z mamą, która jest architektem, w końcu nie inżynier (huehue), a za to… nie wiadomo kto. Niczym się na co dzień nie zajmuje i trochę był w tej kwestii tajemniczy, no ale ponad 50 pozytywnych opinii na Couchsurfingu nie wzbudziło moich wątpliwości co do niego. Złapaliśmy niezły kontakt, gdyż również bardzo lubi muzykę (nawet zna Dubioza Kolektiv!) oraz piłkę nożną i w związku z tym ostatnim dostałem zaproszenie na wspólne oglądanie w parku meczu
o Superpuchar Argentyny między Boca Juniors a River Plate. Ucieszyłem się ogromnie, bo bardzo mnie kręci południowoamerykański klimat kibicowania i zapowiadał się fajny wieczór w ‘strefie kibica’. Zapowiadał, bo oczywiście spadł rzęsisty deszcz i z naszych planów nici. Mecz obejrzeliśmy więc w okolicznym klubowym barze, po meczu (nudnym i przegranym przez Boca) poszlajaliśmy się po okolicy umacniając polsko-argentyńską przyjaźń i dyskutując na wiele ważnych tematów. Chyba. Wspomnę tylko, że rozmowa z Marcelo była ciężka ze względu na jego wadę wymowy oraz odbytą tego samego dnia operację zęba. 🙂

IMG_20180315_142601
IMG_20180315_160604
IMG_20180316_172015

Kolejne dni spędziliśmy już, jak na małżeństwo przystało, razem. Szwendaliśmy (właśnie się dowiedziałem, że ‘en’, a nie ‘ę’ – człek się całe życie uczy!) się po stolicy korzystając z taniego metra, tym razem unikając nieciekawych dzielnic. 😉 Postanowiliśmy np. pójść sobie do muzeum, ale oczywiście było zamknięte, bo nieczynne, remont i w ogóle dejta państwo spokój, więc niewzruszeni udaliśmy się na cmentarz z nadzieją, że może chociaż tam nas wpuszczą. Recoleta okazała się być bardzo ciekawym miejscem i chociaż jestem ignorantem jeśli chodzi o architekturę (propsuję tylko wczesne rokokokoko) to muszę przyznać, że było tam dostojnie i… ciekawie. A wręcz dziwnie, ponieważ nie widziałem jeszcze cmentarza, na którym trumny i urny są wystawione na widok publiczny. Wyglądało to tak:

IMG_1709
IMG_1755
IMG_1752
IMG_1728
IMG_1730

Nasz styl zwiedzania dużych miast jest jak mniemam specyficzny, ponieważ nigdy nie chodzimy z przewodnikiem w ręku (ani za rękę), czasem udamy się zobaczyć jakieś naprawdę wyjątkowe miejsce, ale zazwyczaj po prostu spacerujemy sobie po uliczkach, targach, rynkach czy knajpach, szukamy taniego żarcia i klimatycznych miejscówek (np. w jednej z nich, wynalezionej przez Kasiulę, jadłem chyba najlepszą pizzę w życiu). Często nie jesteśmy w stanie opowiedzieć ciekawych historii o metropoliach, w których było dane nam przebywać. Poza nielicznymi wyjątkami nie kręcą nas obiekty sakralne, ale za to kręcą miejsca takie jak Chińska Dzielnica, do której ledwo co trafiliśmy. Nie mogliśmy się powstrzymać od skosztowania tak wykwintnego frykasa jak kurze łapki. Próbowaliśmy ich pierwszy raz i okazały się nadzwyczaj smaczne! Do wyboru były też łapki kacze, niestety tym razem nie skosztowaliśmy.

Jednej turystycznej rzeczy nie mogliśmy sobie jednak odmówić. W końcu to Buenos, Argentyna, więc naprawdę grzechem by było nie zobaczyć par tańczących tango przed restauracjami! Ceny jak za zboże, wszędzie dodatkowo doliczony napiwek (Czego nie znoszę, bo to jawne oszustwo. Bardzo chętnie sam dam napiwek dużo wyższy niż te dopisane 10%, ale zmuszanie mnie do tego to po prostu zatajanie ceny!), ale warto było posiedzieć, popatrzeć i cyknąć sobie fotki z pro tancerzami.

IMG_1699
IMG_1694
IMG_20180315_160731

Wybaczcie nam jakoś zdjęć, ale tyle razy nas straszyli, że w Argentynie jest tak groźnie, że na miejskie spacery nie zabieraliśmy aparatu. Chyba jednak niesłusznie, bo kilka ładnych ujęć nam umknęło.

W Buenos postanowiliśmy spędzić jeszcze dwie noce. Czekał na nas kolejny gospodarz, który także okazał się interesującą osobą, chociaż trochę mniej ufną, bo nie zostawił nam jak inni kluczy do swojego domu. 😉 Facu jest informatykiem-freelancerem i muzykiem-basistą. Zaprosił nas od razu na koncert swojego zespołu połączony z nauką salsy i to było coś naprawdę niesamowitego. Jeśli macie ochotę posłuchać jak gra jego banda to na youtube poszukajcie Vertigo Lopez. Na żywo wszystko było oczywiście o wiele wieeele lepsze, klimat aż kapał ze ścian niczym rum ulewający się z półlitrowej szklanki biegającego po zakończeniu koncertu Facu. 🙂 Nasz dobrodziej jest również z zamiłowania, hm… powiedzmy ogrodnikiem. Upodobał sobie szczególnie uprawę cannabis indica, a ma ku temu dobre warunki, ponieważ na piętrze jego domu znajduje się ‘aneks ogrodowy’.

Szacunek Ludzi Lumumby

W takich więc pięknych okolicznościach przyrody wylegiwaliśmy się na hamaku i do późnych godzin nocnych prowadziliśmy zawiłe rozmowy słuchając polskiej muzyki. W dodatku Kasia miała okazję spełnić swoje wyssane z mlekiem Maanamu marzenie – wypić szampana w Buenos Aires! Z okazji oczywiście skrzętnie skorzystała. 🙂

IMGP4487

Intensywny był to dla nas czas, Couchsurfing bywa czasem męczący dla zdrowia, ale cóż począć – takie prawa dżungli, tej betonowej również. Odprowadzeni na przystanek przez dziewczynę Facu i jej przemiłą mamę  ruszyliśmy w kierunku dworca, z którego mieliśmy autobus do Urugwaju. Ze względu na trudność wydostania się z miasta oraz rzekome problemy z przekroczeniem granicy na pieszo (a kierowcy nie zawsze chcą przewozić przez nią pasażerów) zdecydowaliśmy się na bogolską opcję transportu.

Urugwaju, nadchodzimy! Podobno jest tam tanio i całkiem ładnie… :>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s