Paragwaj: by jadło się taniej!

IMG_1615

Nie mogło pójść łatwo i przyjemnie. Po prostu przypał to nasze drugie imię. Styrani cenami i pogodą przekraczaliśmy granicę brazylijsko-paragwajską z ogromną radością. Z Foz możesz się tam wybrać na pieszo. Grzecznie podeszliśmy do okienka migracyjnego, podałam pani paszporty, wbiła co miała wbić i jesteśmy.

Generalnie przez granicę można przewieźć wszystko. I tak się zapewne dzieje, bo nie każdy stał w nami w kolejce. Poszliśmy coś zjeść, BO TANIEJ niż w Brazylii. Oj, dużo taniej. Zanim znaleźliśmy coś do szamania zdążyłam z 3 razy zejść na zawał. Przy każdym banku, przy każdym bankomacie i wulkanizacji (?!) stoją panowie uzbrojeni po zęby. Nie myślcie sobie, że mają zwykłe pukawki. Dość wysoki pan miał przy biodrze pas, na którym trzymała się ta broń, a jej lufa sięgała mu do kostek. Ich spojrzenia też nie należały do najprzyjemniejszych. Dobra, pojedlim, popilim to idziemy.

IMG_1649

-Ej, a może wejdziemy po pieczątkę wjazdową?
-No, ale po co skoro nikt tego nie robi?!

Tia…

Przedwczorajszy wyjazd z Brazylii nie był tak kolorowy. Już z całym naszym dobytkiem podeszliśmy do okienka, nawet do tej samej kobitki, daję paszporty i mówię: „salida”, co znaczy „wyjazd”. Pani pieczołowicie przegląda te nasze paszporty i mówi, że chyba wjazd. I tu się zaczęło.

-Nie mogę dać wam wyjazdu, bo już go macie.- I oddaje nam paszporty.

To idziemy do Paragwaju. Droga na pieszo do Paragwaju to droga przez most, hałas i mękę, bo dłuuuugo. Bardzo długo. Podchodzę do karabinieri i pytam gdzież to mogę się dostemplować. Panowie najwyraźniej z racji zawodu po prostu nie mogą być mili, więc pan wskazał gdzie to białasy-turysty mają się udać. Daję paszporty, celnik przegląda, patrzy na daty, patrzy na pieczątki i oddaje paszporty.

-Nie mogę wam dać pieczątki. Macie wyjazd z Brazylii dwa dni temu i dalej nic. Jeśli załatwicie to sobie po stronie brazylijskiej, to wam podstempluje.

To były emocje i złość typu „rozwód”. Zaczęliśmy siebie wzajemnie obwiniać za to wszystko, nawet za zbyt ciężkie plecaki. Nie było łatwo.

-Wiesz, Kasia, kim my tu teraz jesteśmy bez pieczątki do żadnego z krajów?! Nielegalnymi imigrantami! Jak pójdziemy do ambasady to na pewno nas deportują!

Nieskromnie przyznam, że ostatnio to ja zachowuję zimną krew. Zacisnęłam zęby, choć stamtąd chciało wyjść baaardzo dużo złych słów. No to wycieczka do Brazylii. Znowu. Na plecach Marka 21 kg, na moich 15kg, czyli o 5 za dużo w każdym. Zbliżamy się do okienka wjazdowego do Brazylii.

-Kasia, mów prawdę, że byliśmy tylko na spacerze, że nie wiedzieliśmy, że mieliśmy nocleg u kolegi w Foz, że my nic!

Podaję paszporty z amerykańskim uśmiechem, choć nogi jak z waty. Celnik wertuje te paszporty jak akta, zmierzył nas wzrokiem, a ja wciąż się uśmiecham. JEST PIECZĄTKA, NIE PRZYCZEPIŁ SIĘ! IDZIEMY DO PARGWAJU! Znów idziemy… Później podliczę ile to kilometrów.

IMG_1628

Emocje zeszły, nie bierzemy rozwodu, przeprosiny obopólnie przyjęte. Szybki piwstop, regeneracja i krótka rozmowa z naszym paragwajskim przyjacielem-narkomanem, Jose. Uwierzcie mi, są ludzie, którym dobrze patrzy się z oczu, tylko znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Taki jest właśnie Jose. Bardzo pomocny chłopina. Widział, że nasze plecaki walają się po podłodze, sam wstał i zaczął je układać. Był wzruszony, że ktoś w nim widzi człowieka, a nie tylko ulicznego śmiecia. Dziwnie smutno nam się zrobiło, kiedy zapytał czy będziemy jeszcze w Paragwaju, czy wrócimy do tego miasta i musieliśmy odpowiedzieć, że niestety nie.

-Kasia, zapytaj jeszcze ile tu fajki kosztują.

Zapytałam, powiedziałam, a Marek zdębiał. Ja z matematyką to nie bardzo, więc moja naczelna księgowa szybko przeliczyła.

-TUTAJ PACZKA KOSZTUJE 1,80 ZŁ!

I takie kraje to my lubimy! Celem było dotarcie do Asunción, stolicy Paragwaju. Gdzieś przeczytaliśmy, że Paragwaj to „autostopowy raj”. To ja się pytam gdzie on był jak staliśmy 3 godziny w upale?! Postanowiliśmy zmienić miejsce… i coś zjeść. Nie byliśmy głodni, a jedynie pazerni, czyli jak zawsze. „Tanio, to trzeba jeść!”. Zaczęliśmy łapać stopa po zmroku, więc żebyśmy byli bardziej widoczni ja stałam z kartonem rozdając okejki, a Marek podświetlał mnie latarką. Zadziałało! Naszą pierwszą wybawczynią była „dżehowa łitnes” (do dziś mam w głowie ten akcent), czyli świadkowa Jehowy. Nie, nie starała się nas nawrócić, po prostu mówiła gdzie jedzie ze swoją przyjaciółką. To była druga napotkana osoba w Ameryce Południowej, która dobrze mówiła po angielsku, oh lord! Kobitki pomogły, ale jakieś 30km. To nas wciąż nie urządzało. Na pewno byliśmy w idealnym miejscu, droga jak w mordę strzelił do Asunción. I znów długo nie czekaliśmy, zatrzymała się ciężarówka, a w niej młody chłopak, na oko 20 lat. No nic trzeba wsiadać. Najważniejsze, że nie okazał się gadułą, bo niektórzy kierowcy to chcą zamęczyć. Grzecznie położyliśmy się spać na tyłach kabiny, która w CAŁOŚCI była obita czerwonym pluszem, na szybie przywieszki, pierdołki, obrazki świnte i dzięki temu wszystkiemu przednia szyba miała ¾ widoczności.

– To tutaj. – Obudził nas driver po 5-godzinnej podróży, zostawiając nas właściwie chust wie gdzie. Byliśmy nieziemsko zaspani, chcieliśmy szybko wyjść z ciężarówki, bo stanął na światłach. Po kolei wyrzucam Markowi nasze bambetle.

– Dobra, wszystko? Chyba wszystko. – I wyskakuję z kabiny nie wiedząc, który mamy rok.

I tu mamy element tragiczny.

– Kasia, wszystko mamy? Dokumenty, telefon? – Macam wszystko i … nie mam telefonu! Na nic się zdały uspakajania Marka i ponowne wertowanie naszych rzeczy, bo już byłam pewna, że został w ciężarówce, która odjechała. Telefon wypadł z plecaka, a ponieważ miał czarne etui nie rzucił się w oczy przy wynoszeniu rzeczy. Była godzina 3 nad ranem i do przejścia 2km do stacji benzynowej. Tam też spędziliśmy kilka godzin i usiłowaliśmy dodzwonić pod mój numer angażując naszych couchsurfingowych i polskich przyjaciół. Telefon przepadł, trudno 😉 To tylko nabytek, wciąż mamy siebie, ręce, nogi i więcej uwagi na przyszłość. To jest niemożliwe, aby w takiej podróży, o takim charakterze, nie było strat.

Zmęczeni, brudni bądź opaleni, zmartwieni jeszcze telefonem wyruszyliśmy na autobus do centrum. Tak, mam chorobę lokomocyjną, ale nigdy nie przypuszczałam, że 15 minutach będę chciała uciec z autobusu. Paragwajskie autobusy to istny pogrom! Począwszy od szalonego kierowcy, który zaczyna odjeżdżać z przystanku, kiedy pasażer jest wciąż jedną nogą w autobusie, kończąc na handlu obnośnym/obwoźnym. W autobusie możesz kupić wszystko, nawet szczoteczki do zębów. Paragwajskie MPK zapewni Ci również wiele rozrywek kulturowych, jak np. występ młodych grajków.

IMG_1620
IMGP4208

Zatrzymaliśmy się w przeuroczym hostelu Isla Francia. Nie trudno się domyślić, że jest prowadzony przez parę przemiłych Francuzów. Jak mówi właścicielka:do Paragwaju sprowadził ich spokój. Byli zmęczeni i zdruzgotani polityką multi-kulti. Uciekli również od wciąż rosnących podatków i niesprawiedliwości rządzących wobec rdzennych mieszkańców Francji. Wspominała również z uśmiechem na twarzy, że tu prowadzenie własnego biznesu nie ma nic wspólnego ze stresem. Cóż, pozazdrościć. Co najbardziej nam przypadło do gustu w tym hostelu to łóżka piętrowe. Tak, łóżka piętrowe! To rozwiązanie zasługuje na pochwałę. Otóż każde łóżko ma zasłonę/kotarę, dzięki czemu nie odczuwa się tych kilku osób w pokoju. Mam nadzieję, że niebawem u nas wpadną na ten pomysł!

IMG_1634
IMG_1652
IMG_1654

Przykro nam to stwierdzić, ale w Asunsión jest niewiele do zobaczenia. Historia Paragwaju jest bardzo smutna, co też ma wpływ na wygląd miasta. Pierwotnie ten obszar zamieszkiwali Indianie, w szczególności Guarani. Dziś żyją w stadzie, ale na ulicy. Chaos polityczny trwa tu od zarania dziejów, w związku z tym ulice są pełne bezdomnych i dzieci biegających boso. Największym kontrastem były „osiedla” bezdomnych usytuowane pomiędzy budynkiem rządowym, a komendą główną policji. Ci ludzie mieszkali w namiotach z plandek bądź w czymś w rodzaju domku na narzędzia zbitego ze znalezionych desek. To przygnębiające do czego może doprowadzić władza, w którą tak mieszkańcy wierzą.

IMGP4220
IMGP4227
IMGP4228

Wieczory w Ameryce Południowej nigdy nie będą sprzyjać turyście, wiadomo: napady, kradzieże, więc lepiej mieć rękę na pulsie. Dlatego przed zachodem słońca wybraliśmy się na obiad. Najlepsze asado w życiu. Zgadzała się ilość, jakość i cena. To jest godne wspomnienia: otóż za solidną porcję mięcha z grilla (żeberka, pół kurczaka, wołowinę), pizzę, najlepszą mandiokę oraz 3 litry piwa zapłaciliśmy 50 PLN. Wspaniale jest odejść od stołu i narzekać przez całą drogę, że się ciężko rusza. 😀 Kiedy skończyliśmy jeść, zastała nas noc. W popłochu przed rabusiami zmierzaliśmy do hostelu i nagle… poślizgnęłam się. Na martwym szczurze. Oskórowanym. Nie wiem co więcej mogę napisać o tym zdarzeniu.

IMGP4243
IMGP4248
IMGP4253

Nasz czas w hostelu dobiegł końca. Ostatnia noc tutaj przypominała ostatnią noc na koloniach, czyli najwięcej rozmów, najwięcej emocji, nowe znajomości i dużo piwa. Poznaliśmy przesympatycznego i BARDZO pomocnego Atilio oraz mniej rozgarniętą Niemkę, Monikę. Atilio zaproponował nam, że zawiezie nas do jednego miasta po stronie paragwajskiej, ale na wysokość Resistenci, czyli do naszego pierwszego celu w Argentynie. To na początku było bardzo podejrzane, więc ja i Monika grzecznie odmawiałyśmy. Stanęło na tym, że zawiezie nas do granicy z Argentyną, która też była spory kawałek od naszego hostelu.  Umówiliśmy się więc na następny dzień na 10 rano. A już kolejną noc spędziliśmy u naszego couchsurfingowego hosta, Andresa. Co to był za gość! 😀 Marek od wejścia go prześwietlił:

– Gej na 100% i jara zioło.

Tak też właśnie było. 😀 Skubany, ma radar! Nie trzeba więc dodawać jak radośnie spędziliśmy noc z Andresem 😀 Jego partner jest z Nowej Zelandii, gdzie również się poznali. Andres jest z Kolumbii (jest inżynierem – jak każdy nasz host) i kiedy usłyszał, że również tam będziemy to koniecznie chciał się z nami umówić na kwiecień, bo właśnie wtedy będzie tam ze swoim lubym. Spotkanie nam niestety nie wyszło, ale co się odwlecze to nie uciecze!

IMGP4259
IMGP4261

Następnego dnia byliśmy umówieni w naszym hosteliku z Atilio i Moniką. Atilio się nieco spóźniał, co nas wprawiło w lekkie zdenerwowanie. Korzystając z Couchsurfingu i umawiając się z ludźmi na nocleg zobowiązujesz się dotrzeć danego dnia. Mieliśmy skrupulatnie wyliczone, kiedy możemy iść łapać stopa, żeby bez problemów dotrzeć do domu hosta przed nocą. Kiedy pojawił się Atilio wszystko mu wybaczyliśmy. Weszliśmy do samochodu, a nasz nowy amigo rozdaje nam jakieś paczki:

– Kupiłem wam śniadanie, pomyślałem, że będziecie głodni. – No co za kochany człowieczek!

Monikę wprawiło to w zakłopotanie i jej mina wyrażała wręcz zniesmaczenie. Jak sama twierdziła, Atilio podbiłał do niej ostatniego wieczoru i wg niej robi to do tej pory. My nic takiego nie zauważyliśmy, chłop był miły dla wszystkich. Eh, ci Niemcy… od ‘39 chcą być we wszystkim najlepsi.

IMGP4283
IMGP4291
IMGP4296

Atilio przed zostawieniem nas na granicy zabrał nas na obiad, który
grając na gitarze umilali nam starsi panowie. Nasz amigo oczywiście zapłacił za obiad i absolutnie nie chciał, żebyś my to robili. Powtarzał, że jesteśmy gośćmi w jego kraju. Nad naszymi głowami pojawiły się serduszka jak w Simsach. Przyszedł czas rozstania, Atilio zostawił nas niemalże pod bramkami 😀 I tak szybciutko, na pieszo znaleźliśmy się w Argentynie.

IMGP4266
IMGP4267

Nie przewidzieliśmy jednej rzeczy – mianowicie łapanie stopa w trzy osoby to bardzo, baaaardzo kiepski pomysł. Kiedy widzieliśmy jak nasze czterokołowe szanse odjeżdżają bez spojrzenia na nas, byliśmy wściekli, że daliśmy się namówić na podróż z Moniką. Poza tym nie należała do najbardziej rozgarniętych osób na świecie, więc już nam działa na nerwy z lekka. Po godzinie stania na upale ktoś się zlitował! Niestety jechali do Formosy, ale to wciąż po drodze. No i w końcu rozstaliśmy z Moniką. 😉

IMGP4285

Jedna uwaga do wpisu “Paragwaj: by jadło się taniej!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s