Brazylia: Ilha Grande – mały raj na Ziemi

IMGP3462.DNG

Po karnawale wypadałoby odpocząć, więc wybraliśmy się na prześliczną wyspę Ilha Grande. Przyjechaliśmy autobusem z Rio do Angra Dos Reis, bo jakoś wtedy obawialiśmy się łapać stopa, chyba za świeży temat. I tu należy wspomnieć co nieco o autobusach w Ameryce Południowej – o matkobosko! Co za luksus! Co za wygoda!

Uwierzcie mi, że takie po Polsce nie jeżdzą (a mogłyby!). No i co… dotarliśmy do Angra Dos Reis i co dalej? Karnawał nas bezczelnie i bezlitośnie spłukał, więc dobrze by było zaoszczędzić na noclegu. Szukaliśmy zatem plaży. Tia. Plaża na mapie okazała się terenem prywatnym otoczonym murem, więc wędrowaliśmy sobie 3km z plecakami zupełnie bez sensu. Rozbiliśmy się na kawałeczku plaży, który zresztą mieliśmy pod nosem po wyjściu z autobusu. Nasz pierwszy oficjalny biwak! Ha! Po podróży z Rio do Angra byłam jeszcze na haju, bo Aviomarin zadziałał jak należy, w związku z tym byłam śnięta i nic bardziej mnie nie interesowało jak rozłożony namiot. Dodam jeszcze, że jak sytuacja zmusi, to człowiek potrafi się umyć w 1,5l butelce wody. I nawet na umycie zębów wystarczyło! Dobra, do spania! Po 10 min błogostanu usłyszeliśmy strojenie sprzętu.
Pięknie! Rozłożyliśmy się obok budynku, w którym rozpoczynał się koncert. Oto definicja naszego szczęścia w podróży. Nazajutrz obudziły mnie śmiechy-chichy i oczywiście gorąc. Wilgoć była nie do zniesienia przy tak wysokiej temperaturze. Zdążyłam wychylić swój europejski nos z namiotu, a już przed nim pojawił się jakiś Brazylijczyk, prosząc o pieniądze. To znaczy chyba prosił, bo pokazywał mi banknot o wartości 2 reali, może chciał mi dać? Dobra, spakowani, to w drogę.

IMGP3445.DNG

Aby dotrzeć na Ilha Grande należy złapać turystyczny statek. Oczywiście jak dowiedzieliśmy się, że ten tańszy odpływa za pół godziny, nagle bieg z całym obciążeniem na plecach nie był taki straszny. Cena takiego godzinnego rejsu to 15 reali, czyli nieco ponad 15 zł – przystępnie. Natomiast ceny campingu (dla jasności – miejsce na namiot + prysznic) na wyspie w czasie sezonu śmiało mogę porównać z cenami hosteli w Barcelonie. Za noc takiej przyjemność dla naszej dwójki to 50 reali. Niby niewiele, ale za tę cenę można by było mieć coś więcej. Dotarliśmy tam późnym popołudniem, więc szybkie rozkładanie, szybki prysznic, szybka notka na fejsa i do spania. Obudziłam się czując, jakby ktoś wsadził moją głowę w torebkę foliową. Była godzina 6:15 i wilgotność powietrza 88%. Spojrzałam na śpiącego obok Marka czy jemu również doskwiera klimat, ale gdzie tam! Mogliby go podpalać w trakcie snu, a i tak by się nie obudził.

IMGP3657

Poszłam po zakupy, tzn. po Guaravitę – orzeźwiający napój o smaku guarany, bułeczki i nawet udało mi się kupić kilka plastrów szynki! A dlaczego „udało”? Niestety, w Brazylii bardzo kiepsko o dogadanie się, bo angielskiego nie znaju, a hiszpański dla nich to jak dla nas rosyjski, czyli niby podobny, ale jedyne co potrafię, to policzyć. No mi się udało. Takie zakupy stały się naszym poranny rytuałem. Nie, nie dla przyjemności, a przez upał od 6 rano.

IMGP3650
IMGP3645
IMGP3480.DNG
IMGP3472.DNG

Ilha Grande to wyspa bez aut, z drogami szutrowymi. W tak wspaniałym, rajskim miejscu jeszcze nigdy nie byliśmy. Jedyne, co rano słyszeliśmy to motorówki i dziwne odgłosy dżungli. Były tak dziwne, że nie jestem w stanie ich opisać. Za dnia wyspa miała w sobie coś hippisowskiego, natomiast wieczorami, kiedy w pubach czy restauracjach swoje umiejętności prezentowali młodzi grajkowie, robiło się bardzo romantycznie. Drogo, acz wciąż romantycznie. W powietrzu unosiła się aura spokoju, a w głowie obijało się zdanie: „Nic nie muszę”. W takich nastrojach obeszliśmy mieścinę kilka razy. Ludzie fantastyczni, uśmiechnięci i bezproblemowi. Tego nam brakowało. Dlaczego tak nie może być u nas?

IMGP3460.DNG
IMGP3459.DNG
IMGP3640.DNG
Palenie zabija

„Marek, zobacz ile ich tu jest!”. Niebieskie, małe, duże, jakie tylko chcesz. Mowa o krabach, które miały swoje… norki? No właśnie, co mają kraby? W każdym razie te dziury w ziemi to chałupki krabów. Mogliśmy patrzeć na nie bez końca. Na kraby, nie na norki. Fauna i flora Brazylii jest prześliczna i niezmiennie zaskakująca. Przyszło mi na myśl jedno pytanie: gdybyście mogli wytępić jeden rodzaj owadów, to dlaczego byłyby to komary? Dios Mio! Moje nogi przypominały tarczę strzelniczą i nie było szans na wygojenie starych ran, bo za godzinę pojawiały się nowe ukąszenia. Przestraszeni malarią i dengą wręcz wylewaliśmy na siebie Muggę. Na tym nie koniec. Pewnego popołudnia, popijając kawkę, widzę kątem oka (którego nie mamy) jak coś długości środkowego palca i grubości kciuka wbiega do domu właścicieli campingu. Dla mnie oznaczałoby to wyprowadzkę. Jakby tego było mało, centymetrowe mrówki ciężko pracowały, by przetransportować truchło pająka większego od nich. Czytała Krystyna Czubówna.

IMGP3541.DNG
IMGP3479.DNG
IMGP3494.DNG

Przed tą całą podróżą liznęliśmy troszkę tematu związanego z Ilha Grande, więc na naszej liście do odhaczenia znalazł się trekking przez dżunglę. Jak to my – wybraliśmy się w najgorszy skwar. Plecaki dawały o sobie znać tym bardziej, że nasze ciałka były świeżutko poparzone od słońca dnia poprzedniego. Pierwszy raz w życiu doświadczyliśmy promieni słonecznych opalających … przez chmury! Napełniliśmy nasze bukłaki (kochana ekipo, dziękujemy za nie!) i w drogę. Szczerze, to zmęczyliśmy się po 10 minutach.

IMGP3597.DNG

Podczas tej czterogodzinnej wędrówki dwa razy przechodziliśmy przez rzekę i ja jakieś 24 razy padłam na zawał przez robactwo. Tak ciężko to nigdy nam nie było. Z górki, pod górkę, uwaga: duży kamień! Naszym celem było rozbicie namiotu na, podobno, najpiękniejszej plaży na wyspie, Lopes Mendes. Tuż obok miała przepływać rzeczka, z dobrodziejstwa której mieliśmy skorzystać. Udało się! Dotarliśmy! Wyszliśmy z dżungli, a tu ciemno. Świetnie. Byłam najbardziej odpowiednią osobą do tej sytuacji. Dżungla, dziwne odgłosy, zwierzęta, ROBACTWO i ciemność. Z taką mieszanką przyszło mi się zmierzyć. Tu się zaczęła lekcja, walka ze słabościami i strachem. Możesz panikować, ale możesz też zachować zimną krew i mówić sobie po cichutku: „Przecież to nic takiego, spokojnie! A ty jesteś większa od tych robaków.”. Na domiar złego przed wyjściem do dżungli, która prowadzi do plaży, napotkani lokalsi ostrzegali nas przed pływającą policją, która zabrania rozstawiania na niej namiotów. To nas kompletnie nie przekonało, a poza tym nie po to pokonywaliśmy tyle drogi, żeby teraz zawracać, o nie! No i dotarliśmy do plaży. Przybiliśmy sobie piątki, szybki buziak w suche jak pieprz usta i… i co dalej? Nic nie widać. Spojrzeliśmy na mapę, w którym kierunku udać się do rzeki, która miała nas uratować, i nie pozostało nam nic innego jak iść. Idziemy, idziemy, o! Krab! Idziemy, idziemy, kolejny – uważaj! Idziemy… Zaczęło się błyskać. Cudownie, to był mój dzień! Ciemność, burza, odludzie – miodzio! Najprzyjemniejszym elementem tej nocnej eskapady był piasek. Na te zmęczone stópki był jak masaż. Był bielutki, bardzo delikatny, trzeszczał pod nogami jak śnieg i niestety oblepiał wszystko. Kiedy dotarliśmy do naszego życiodajnego źródełka załamaliśmy się. Rzeka okazała się brunatnym, pieniącym się meandrem wpływającym do oceanu. I tu pojawił się element tragiczny, bo wody w bukłakach tyle, co kot napłakał. Lekcja numer 2 – akceptacja sytuacji. Trudno, jest jak jest. Umyślimy się w oceanie, zęby umyliśmy wodą z bukłaków i po wodzie. Nawet grama! Byłam w nieustannym stresie, choć wciąż mocno zmobilizowana do działania. Stresowała mnie bliskość dżungli, brak ludzi na tej plaży, brak wody, szalejący ocean i jakiś dziwny robak wielkości dłoni! Marian pozbył się go za pomocą kokosa. ”Będę spał lepiej, jeśli go zabiję”.

IMGP3609.DNG

To było epickie. Na dodatek mój komfort w zakresie higieny był bardzo niski, bo umycie się w słonej wodzie nie było najlepszym pomysłem, ale było jedynym. Stojąc przed namiotem nagle widzimy jakieś błyski z lasu. Jezus Maria, ktoś po nas idzie! A jeśli nie po nas to do nas! Na szczęście Marek szybko się zorientował, że te światła są na różnych wysokościach lasu. Sprawcami zamieszania były świetliki, które za dnia chyba się ładowały, bo w dżungli robiły okropny hałas, jak generatory. W końcu poszliśmy spać. To znaczy ja kiepsko spałam. Miałam wrażenie, że wody oceanu zaraz nas podmyją, więc włączyłam tryb czuwanie. Pobudka standardowo o 6 rano. Z plaży wyruszyliśmy o 10, bo tyle czasu zajęło nam trzepanie wszystkiego z piasku i dobudzenie Marka. To było piękne, obudzić się na plaży i nie wiedzieć zupełnie nikogo. Byliśmy tak spragnieni, że wpłynęło to na nasz dialog. Droga do najbliżej plaży to jakieś 40 min przez dżungle oczywiście. I jak nie robale to martwe małpy. Nagle usłyszeliśmy ludzi. Cywilizacja! Będzie picie! W tym przypadku nawet przepłacenie nas nie bolało. Pozwoliliśmy sobie na odrobinę burżuazji i wróciliśmy taxi-motorówką do naszej plaży. Zasłużyliśmy! Cena oczywiście bardzo ładnie utargowana i zgrywanie biednych turystów „ja nie mam więcej”. Po takich sytuacjach cieszą człowieka małe rzeczy, np. prysznic i woda w butelce.

IMGP3632.DNG
I do picia, i do mycia
IMGP3622.DNG

Po piaszczystej nocy bardzo dokładnie umyliśmy namiot tylko po to, żeby tej samej nocy umyła go ulewa tropikalna. Zaczęło padać ok. 23 i skończyło o 7 rano. To była jedna z tych ulew, kiedy masz wrażenie, że ktoś stoi nad namiotem i leje wodę z wiadra. Prosto na twój namiot. I znów budziłam się co godzinę z myślą: „zleje nas, nie przeżyjemy”. Chwilę po deszczu wyjrzało słońce, dzięki któremu miałam wrażenie, że wilgotność powietrza osiągnęła 200%. I skończyła się nasza wyspiarska przygoda. To była wspaniała lekcja i nieziemski wypoczynek wbrew pozorom. Pozachodziło sporo zmian w postrzeganiu świata i codzienności. Zobaczymy, co przyniosą kolejne miejsca.

IMGP3690
IMGP3511.DNG
IMGP3525.DNG
IMGP3696

Jedna uwaga do wpisu “Brazylia: Ilha Grande – mały raj na Ziemi

  1. Ultra

    Nieprzyzwyczajeni do takich wilgotności, upałów i tak dzielnie radziliście sobie. Z robactwem trudno wytrzymać, tym bardziej że większość nienazwana, więc nie wiadomo, jakie będą konsekwencje po ukąszeniu.
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s